Moje Pi 5 doczekało się czapki. A konkretnie M.2 HAT+ Compact, oczywiście z dyskiem SSD.
Dlaczego? Z kilku powodów:
Postanowiłem uniezależnić się od NAS w runtime
Dysk SSD podłączany przez USB3 powodował zakłócenia zigbee
Po podłączeniu przez USB2 zakłóceń nie było, ale pojawiło sie ”gubienie” dysku pod większym obciążeniem (sporadyczne, ale irytujące)
Przy okazji zamontowałem w obudowie wentylator, bo chłodzenie pasywne przestało wystarczać po dodaniu kolejnego źródła ciepła (dysk SSD).
Po tych zmianach kultura pracy i mój komfort (również psychiczny) uległ wyraźnej poprawie.
Sponsorem całego zamieszania są sporadyczne przerwy w dostawie prądu, przez które o kilka razy za dużo musiałem wykonywać naprawę baz danych. Zawsze skuteczną, ale jednocześnie zawsze irytującą.
Nie, nie przyzwyczaiłem się do używania słów i związków frazeologicznych w sposób niezgodny z ich przeznaczeniem. Dalej irytuje mnie brak zrozumienia, że “ignorancja” to nie to samo, co “ignorowanie”. Irytują mnie tytuły o tym, jak to “Internet wrze”, a ktoś “grzmi”.
Od pewnego czasu widzę nową tendencje do zaczynania tytułu od “klasy nie kupisz”. Nie mam czasu i ochoty czytać każdy z tak zatytułowanych artykułów, ale kilka losowo wybranych pokazuje, że osoba, która tej klasy miała nie kupić zachowała się właśnie w sposób klasę potwierdzający.
Cóż, dla przypomnienia – to powiedzenie oznacza, że dobrego wychowania czy stylu bycia nie kupi się za pieniądze...
Higiena snu jest ważna, staram się by mój sen był regularny. Nie jestem osobą, która śpi długo, dziennie jest to między 6 i 7 godzin. Przede wszystkim staram się utrzymywać określony, stały rytm snu.
Airbus 380 leci przez Atlantyk. Leci ze stałą prędkością 800 km/h na wysokości 30 000 stóp, gdy nagle pojawia się Myśliwiec Eurofighter z prędkością Mach 2. (…)
zasięg Typhon Eurofighter nie pozwala na swobodny przelot nad Atlantykiem, oraz
Mach 2 jest prędkością maksymalną, prędkość przelotowa (bez uzbrojenia) to 1.5 Ma.
Wnioski?
tak, jestem inny;
bajdurzyć też trzeba umieć.
A na poważnie – ja wiem, że historie mają moc. Umiejętne opowiadanie historii pozwala osiągnąć wiele.
Jednocześnie warto uważać, by nie posunąć się zbyt daleko, tak jak w przypadku tego nieszczęśliwego trzmiela, który nie powinien latać, a lata.
Właśnie dobiegł końca urlop we Włoszech. Urlop udany, spędzony w dwóch miejscach, najpierw w okolicach Suvereto, a następnie okolicach Montelupo Fiorentino. W obu przypadkach nocleg w „agroturismo” i takie rozwiązanie sprawdziło się doskonale.
Właście tytuł powinien brzmieć “jak zastrzegłem sobie kartę?!” i wyrażać zdziwienie i zaskoczenie.
W skrócie – udało mi się dzisiaj przypadkowo zastrzec (efektywnie – unieważnić) kartę kredytową.
Jak? W aplikacji mobilnej przez przypadkową aktywację opcji, niespodzianka, “Zastrzeż kartę”. Opcję wywołałem przez przypadek, gdy telefon wyślizgnął mi się z dłoni. Najwyraźniej nie tylko udało mi się w ten sposób rozpocząć proces, ale również chęć zastrzeżenia karty potwierdzić i cały proces pomyślnie ukończyć.
Teraz mam pewne wątpliwości. Tak, zastrzeganie karty powinno być proste, by w przypadku, gdy będzie taka potrzeba nie trzeba było spędzić 3 godzin szukając instrukcji. Ale możliwość zastrzeżenia karty przez zdarzenie podobne do butt call to chyba jednak przesada, dodanie kroku autoryzacji, podobnego do tego wymaganego przy przelewie, nie utrudniałoby procesu zastrzeżenia karty, a teoretycznie ograniczyłoby możliwość przypadkowej akcji.
Dlaczego? Bo utrzymywanie archaicznej wersji s9y byłoby uciążliwe, a nieutrzymywanie jej – ryzykowne. Aktualizacja do nowszej wersji była możliwa, wszak Serendipity jest wciąż utrzymywane i rozwijane, przynajmniej w jakimś stopniu. Mimo wszystko zdecydowałem się na bardziej drastyczną zmianę.
Zamiast aktualizacji zdecydowałem się na migrację do WriteFreely. Całość poszła zadziwiająco szybko, skrypt w Pythonie przeniósł wpisy za pomocą dostępnego API i to w zasadzie tyle.
Tak, wiem. Jest minimalistycznie i brzydko. I tak zostanie.