Spełniam się kulinarnie... A właściwie to ja taki plan mam, by się spełnić kulinarnie. Mam nawet kilka pomysłów co by tu zrobić, ale wychodzi różnie. Z moich pierwotnych planów na dzisiaj (nie, nie napiszę jeszcze co to miało być) wyszło 50%25 :) W sensie takim, że planowałem sobie wypić do kolacji tokaj i to udało mi się zrealizować. A zamiast tego, co miało być, była kukurydza gotowana. Ale mi wyszła :) No ale tak to jest, jak się późno wraca z rolek (muszę przekręcić kółeczka, skandal, po TRZECH jazdach...).
Blue Pill. Ja tam pigułki nie będę połykał... Ale trzeba przynać, że temat robi wrażenie. Jak tak dalej pójdzie, to może rzeczywiście najwyższa pora, by rzucić to wszystko i jechać w Bieszczady paść barany?
Nie, nie przepadam za piłką. Mam problemy z zapamiętaniem dat, zwykle pamiętam je przez skojarzenia. I wychodzi mi na to, że:
2006 – no to jest teraz
2002 – pracowałem, firma padała... Jak nasi wygrywali jedyny mecz, to stałem w kolejce w Urzędzie Skarbowym. Kolejka była spora, bo się SYSTEM zawiesił :P
1998 – początek studiów
1994 – początek liceum, bardzo fajne wakacje
1990 – no coś na pewno tam było, ale nie pamiętam
1986 – Meksyk? Pamiętam takie śmieszne “klikaczki” do kibicowania. Psuły się, zmęczenie materiału i te sprawy
1982 – Zdecydowanie nie pamiętam
1978 – oj tego to zdecydowanie nie mogę pamiętać :P
...przynajmniej z rana :) Tak więc zasiadłem w końcu do zabezpieczenia kawałka między laptopem i AP na OpenBSD za pomocą IPSec. No i tym razem mi się udało.
Mamy piękne lato. Ciepłe... Właściwie to aż trochę za ciepłe. Mieszkam na poddaszu, od godzin porannych do godzin wieczornych właściwie nie da się tu wysiedzieć, bo jest za ciepło i za duszno... W takiej sytuacji moja aktywność pisarska zbliża się nieubłaganie do zera. Dzisiaj za chwilę też znikam, pewnie pojadę gdzieś by posiedzieć na słońcu i zlikwidować/osłabić efekt farmera :)
Tak... wróciłem z Wianków. Cóż, niestety widowisko było takie sobie. Po pierwsze konecerty – muzyka w sumie mi odpowiadała, ale nagłośnienie było fatalne. Nie wiem, może na przeciwko sceny dało się tego słuchać, ale im bardziej w bok, tym gorzej. Efekt był fatalny, bardziej nudziło niż porywało... Potem przedstawienie “taneczne”. Tragedia. Co gorsza może się przyśnić w nocy i na pewno nie będzie to miły sen. Całe szczęście, że te sztuczne ognie były znośne...
Ostatnimi czasy weryfikowałem API do jednego projektu. W prezentowanych szkieletach klas (język Java) można było zobaczyć coś takiego: int flags[] = {0,0,0,0,0,0,0,0,0,0,0,0,0,0,0,0}; ... if (flags[0]) { ... } if (flags[1]) { ... }
A za starych dobrych czasów zrobiono by to tak:
int flags = 0; ... if (flags & 0x00000001) { ... } if (flags & 0x00000002) { ... }
Ja rozumiem, że teraz korzystamy z języków wysokiego poziomu i nie koniecznie trzeba się bawić w cuda na kiju, ale tablica 16 intów, z których każdy int ma (o ile się nie mylę) 32 bity, a wykorzystywane są dwie wartości? To chyba drobna przesada. Coś, co można zamknąć na 32 bitach (a nawet mniej jeśli zejść poniżej int), jest realizowane na 16*32 bitach... A potem dziwić się, że do pierwszej lepszej aplikacji w Java trzeba 2GiB pamięci, a i tak się cieli...