To ŻYJE
Po pewnych przerwach w dostępności związanych z jeszcze większym umrocznieniem serwera mrocznej załogi... WRACAM!
Po pewnych przerwach w dostępności związanych z jeszcze większym umrocznieniem serwera mrocznej załogi... WRACAM!
No właśnie, po co? Dochodzę do wniosku, że głównie po to, by były korki... Ale dzisiaj miałem niezły ubaw. Jadąc sobie spokojnie do domu nagle utknąłem w korku. Nie podobał mi się ten korek, bo taki długi był, więc wypatrując pierwszego znudzonego busiarza wykonałem standardowy manewr, czyli zawróciłem i się podczepiłem pod busa. Kilka innych samochodów manewr ten powtórzyło. No i muszę przyznać, że miałem niezły ubaw, gdy nowe, lśniące samochody pchały się za nami kamienistą drogą polną. Po dojechaniu do pierwszego asfaltu z ucieczki pozostał tylko bus i ja, reszta stwierdziła chyba, że nie jesteśmy normalni i woleli postać w korku. A niepotrzebnie, bo dalej już droga była normalna. I dzięki temu prostemu zabiegowi korek został objechany. No, przynajmniej jeden z kilku korków...
Spełniam się kulinarnie... A właściwie to ja taki plan mam, by się spełnić kulinarnie. Mam nawet kilka pomysłów co by tu zrobić, ale wychodzi różnie. Z moich pierwotnych planów na dzisiaj (nie, nie napiszę jeszcze co to miało być) wyszło 50%25 :) W sensie takim, że planowałem sobie wypić do kolacji tokaj i to udało mi się zrealizować. A zamiast tego, co miało być, była kukurydza gotowana. Ale mi wyszła :) No ale tak to jest, jak się późno wraca z rolek (muszę przekręcić kółeczka, skandal, po TRZECH jazdach...).
Czyżbyśmy mieli Rzeczpospolitą Kaczą? Już taką w 100%25? Czyli obciach w pełnym wymiarze...
Blue Pill. Ja tam pigułki nie będę połykał... Ale trzeba przynać, że temat robi wrażenie. Jak tak dalej pójdzie, to może rzeczywiście najwyższa pora, by rzucić to wszystko i jechać w Bieszczady paść barany?
Nie, nie przepadam za piłką. Mam problemy z zapamiętaniem dat, zwykle pamiętam je przez skojarzenia. I wychodzi mi na to, że:
...przynajmniej z rana :) Tak więc zasiadłem w końcu do zabezpieczenia kawałka między laptopem i AP na OpenBSD za pomocą IPSec. No i tym razem mi się udało.
Mamy piękne lato. Ciepłe... Właściwie to aż trochę za ciepłe. Mieszkam na poddaszu, od godzin porannych do godzin wieczornych właściwie nie da się tu wysiedzieć, bo jest za ciepło i za duszno... W takiej sytuacji moja aktywność pisarska zbliża się nieubłaganie do zera. Dzisiaj za chwilę też znikam, pewnie pojadę gdzieś by posiedzieć na słońcu i zlikwidować/osłabić efekt farmera :)
Tak... wróciłem z Wianków. Cóż, niestety widowisko było takie sobie. Po pierwsze konecerty – muzyka w sumie mi odpowiadała, ale nagłośnienie było fatalne. Nie wiem, może na przeciwko sceny dało się tego słuchać, ale im bardziej w bok, tym gorzej. Efekt był fatalny, bardziej nudziło niż porywało... Potem przedstawienie “taneczne”. Tragedia. Co gorsza może się przyśnić w nocy i na pewno nie będzie to miły sen. Całe szczęście, że te sztuczne ognie były znośne...
Tak tak, piękna pogoda, kolejna wycieczka. Było miło, trochę przypiekło mnie jednak słońce. A teraz kolejny tydzień pracy...