Właściwie to chciałem iść na rower, ale pogoda była mocno niestabilna, a ponieważ prysznice to wolę ciepłe, ostatecznie zająłem się czymś innym. A to “coś innego” to było zwalczenie fragmentacji w mojej sieci, no, przynajmniej w jej fragmencie.
Mam kilka komputerów w mieszkaniu, dwa z nich to laptopy, na których siłą rzeczy (mniejsze dyski) pewnych rzeczy nie przechowuję. Od czasu do czasu wypada również zrobić jakiś backup (który właśnie powinienem za chwilę uskutecznić)... W takim przypadku przydaje się duży, stacjonarny komputer z całkiem sporymi dyskami. Tylko ja jestem leniwy. W chwili, gdy łączę się do drugiego komputera, trzeba się zalogować... Tak, wiem, można się łączyć na gościa, łączyć bez hasła, ale na metody te spuścimy zasłonę milczenia. Za łatwo by to było. Wymyśliłem sobie coś innego...
Chyba udało mi się namierzyć opcję, która prawdopodobnie powodowała uporczywe zrywanie mojego połączenia WiFi... Wygląda na to, że wyłączenie opcji packet bursting w sterownikach do karty sieciowej na laptopie. Być może opcję tę włączyć będę mógł włączyć, gdy pojawi się OpenBSD 4 (coś zmienia się w ral w current). Swoją drogą wówczas będzie można również schować SSID. Aktualnie prowadzę “stress testy” mojego WiFi kopiując kilkugigowe pliki do nul (tak, tak, Windows ma swój odpowiednik /dev/null) i nawet nie najgorzej te testy wypadają.
Mam nowego laptopa, jest to Dell D520 z kartą wireless Intela, konkretnie modelem Intel® PRO/Wireless 3945ABG. Mam z tym problem, połączenie lubi się zerwać i następnie błyskawicznie odtworzyć. No i wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że zrywa to mi wszystkie nawiązane sesje, choćby SSH... Irytuje mnie to strasznie. Na razie zainstalowałem najnowsze sterowniki, wyłączyłem sporo opcji związanych z zarządzaniem energią... Nie wiem, czy wina jest po stronie nowego laptopa, czy może po stronie OpenBSD i taniej karty. Na razie sprawdzam. Sprawdzam jeszcze jedną rzecz, a mianowicie dlaczego nie do końca działa mi protokół ICMP, choć powinien...
Tak, po Bieszczadach. Było bardzo przyjemnie, w sobotę udało się przejść worek bieszczadzki, niestety, w niedzielę pogoda się nieco popsuła, w związku z czym zamiast Bieszczadów były nieco inne rejony. A te inne rejony to Prządki i Odrzykoń, a konkretnie zamek Kamieniec w Odrzykoniu.
Tak tak, co prawda urlop to dopiero gdzieś tak w listopadzie, ale na razie na ten nie za długi weekend wybieram się z moją Ulubioną Czarownicą w Bieszczady, a konkretnie do Wołosatego (zdjęcie).