Tak naprawdę, to tytuł tego wpisu ma niewiele wspólnego z jego treścią, ale co mi tam, fajny kawałek :) A o czym chcę napisać? Kilka razy pisałem o tym, że należy stosować walidację danych wejściowych i encoding danych wypisywanych. Teraz chcę zwrócić uwagę na wydawałoby się jedną, oczywistą rzecz. Te środki ochrony należy stosować konsekwentnie.
Ponieważ kata WiFi, jak już wielokrotnie pisałem, wiesza mi się, postanowiłem wykorzystać wbudowane w OpenBSD narzędzie ifstated. Wcześniej miałem skrypt uruchamiany w cron. Jak na razie działa zgodnie z oczekiwaniami.
Swoją drogą miałem rację ze 100%25 powtarzalnością wywoływania zawieszenia karty. Mianowicie wydawało mi się. Gdy kilka dni później eksperyment powtórzyłem, to skuteczność nie była już 100%25. Aczkolwiek w innej sytuacji nie udało mi się tej karty zawiesić...
21 października będą znowu wybory, które oczywiście kosztują (czyli mamy tanie państwo). Teoretycznie zgodnie z przysłowiem Polak mądry po szkodzie można oczekiwać, że PiS nie będzie miał dobrego wyniku. Ale bardziej prawdziwe jest stwierdzenie Polak przed szkodą i po szkodzie głupi. Mogę się założyć, że kampania upłynie pod znakiem haków i rewelacji w stylu dziadka Tuska. A dla znacznej części naszego społeczeństwa to, co powie premier czy minister jest święte, nawet jeśli są to bzdury. Myślenie niestety boli...
Dawno, dawno temu pisałem, że wiesza mi się karta sieciowa. Ówczesne zeznania muszę albo zmienić (albo coś się zmieniło). Wcale nie musi być włączony pf, musi być za to IPSec. Niestety, nawet w wersji 4.2 (jeszcze nie wydanej) problem występuje... Na chwilę obecną wydaje mi się, że jestem go w stanie wywołać w 100%25 powtarzalnie.
Pogoda jaka jest, każdy widzi. W takiej sytuacji czasami fajnie jest przeczytać jakąś ciekawą książkę. Ogólnie lubię czytać, więc postanowiłem się podzielić z tymi, którzy mnie nawiedzają (i czytają coś więcej, niż tylko o tym, jak złamać WEP) tym, co czytam. Niekoniecznie ostatnimi czasy...
Pamięć teraz jest (stosunkowo) tania. Często pojawiają się w związku z tym pytania “jeśli mam 2GiB RAM, to czy mogę wyłączyć plik wymiany?”. A ja się pytam – po co?
Chyba wszyscy wiedzą, co miało miejsce na jeziorach. Tylko zastanawiam się, jak się ma powszechnie stosowane określenie “biały szkwał”, do rzeczywistości. W szczególności chodzi mi o: Biały szkwał to potoczne określenie nagłego, ale znikąd nie zapowiadanego, np. przez “czarne” chmury, porywu wiatru. Najważniejszym elementem opisującym biały szkwał jest fakt, że przychodzi on w sposób nie zapowiadany. Hm, jak się ma to “znikąd nie zapowiadanego” do tego oświadczenia IMGW?
W zasadzie staram się nie komentować kwestii związanych z polityką w naszym pięknym kraju, ale tym razem chyba nie zdzierżę. Nasz Wielki Wódz Premier oznajmił “Mamy komputerowy model układu”. Super. A co to znaczy? Na jakich podstawach ten model został stworzony? Przy jakich założeniach? A jeśli model się nie sprawdzi i tego urojonego układu nie znajdzie, to co? Kolejnym “naukowym” narzędziem będzie szaman z afrykańskiej wioski? Czy różdżkarz z Pipidówki Mniejszej? A może Wielki Wódz Premier miał na myśli bardziej komputerowo wspomagany data mining prowadzony w celu wykrycia tegoż układu? Rzeczywiście, istnieją narzędzia do wspomagania tego typu operacji. Na przykład takie. Muszę przyznać, że sprawdzają się dość dobrze. Tylko jest jedno małe “ale”. Narzędzie to trzeba najpierw nakarmić odpowiednimi danymi. I teraz pytanie – jakimi danymi został nakarmiony ten “komputerowy model układu”? Takimi, które mają wykazać pierwotnie założoną tezę? Bilingami? Danymi o lokalizacji komórek? Informacjami o przelewach? Logami związanymi z pocztą elektroniczną? Tych wszystkich informacji brakuje w wypowiedzi Wielkiego Wodza Premiera. Może chodzi o to, że samo słowo “układ” przestało już rzucać na kolana i trzeba je wzmocnić “nowoczesną technologią”? Przecież jak naród usłyszy, że jest model układu, to uwierzy, że układ jest. Bo jak mógłby być model czegoś, czego nie ma? A ja wiem, co zrobię. Jak dalej tak nasza klasa polityczna będzie się zachowywać, to się wyniosę. Do Nowej Zelandii.
Niestety, mój (nasz) plan spędzenia kilku dni w Bieszczadach zakończył się niepowodzeniem. Udało się tam być tylko dwa dni i to niecałe... Moja Ulubiona Czarownica niestety trochę się rozchorowała i nie było sensu dalej tam siedzieć... W te dwa dni nie udało się niestety zrealizować większości planów, udało się tylko wyjść na Dwernik Kamień, zobaczyć Sine Wiry i przejść się po zaporze w Solinie.
A właściwie raczej czas, kiedy stwierdziłem, że pora się pobyczyć przez dwa tygodnie :) Pierwszy tydzień – Bieszczady. Baza wypadowa to Wetlina. Ponieważ jadę z Moją Ulubioną Czarownicą nie będzie raczej ekstremalnych tras. Plany są łagodne, Rabia Skała, Smerek, Połonina Wetlińska, Bukowe Berdo, może przy okazji Tarnica. W ramach ewentualnego odpoczynku zawsze można uskutecznić Jeziorka Duszatyńskie, albo Sine Wiry, może Dwernik Kamień.