Jest taka akcja pod nazwą Odstaw Internet Explorera 6 do lamusa! Rzeczywiście, najwyższa ku temu pora. Pamiętam jeszcze wersje tej przeglądarki oznaczone numerami 4, 5, 5.5. Piszę pamiętam , przy czym właściwie powinienem napisać używałem. Mógłbym też wspomnieć o wersjach starszych niż 4, bo na oczy je widziałem, ale na szczęście do używania ich zmuszony nie byłem. Od dawna moją podstawową przeglądarką jest Firefox (zacząłem z niej korzystać, gdy nosiła jeszcze nazwę Phoenix), choć nadal intensywnie wykorzystuje IE do testów (ach te strony, które wyglądają/działają jedynie w jednej przeglądarce), IE 6 odstawiłem jednak do lamusa już dawno, dawno temu... Nie tylko ja, na poniższym wykresie przedstawiona jest liczba wizyt na moim blogu, podczas których wykorzystany został IE 6. Wykres dotyczy okresu od 1 stycznia 2009 roku.
Cieszy to, że liczba osób korzystających z IE 6 zmniejsza się. Szkoda tylko, że jeszcze nie spadła do zera. A piszę o tym wszystkim w nawiązaniu do wpisu Michała. Ja co prawda do akcji czynnie się nie przyłączę, przynajmniej na razie, ale udzielam jej moralnego poparcia :)
Nawiązując do poprzedniego wpisu, chciałem się Was spytać z jakimi “potworkami” spotkaliście się? Ja mam kilka swoich faworytów:
potwornie brzydkie strony (layout, grafika, dobór kolorów, dobór czcionek i rozmiar tekstu, ...),
potwornie “piękne” strony (typowy przerost formy nad treścią, wolne grzejące procesor i wieszające przeglądarkę),
komunikaty o błędach walidacji typu “niepoprawne dane” bez podania informacji JAKIE dane są niepoprawne,
czyszczenie/usuwanie wcześniej podanych danych w przypadku błędu walidacji,
Wiadomo, że o gustach się nie dyskutuje. Nie rozumiem jednak przypadków, gdy całkiem dobrze działająca aplikacja jest przepisywana na nową technologię, która jest bardziej “trendy”. Taki przypadek to skrajny przykład przerostu formy nad treścią, częściej zdarzają się jednak przykłady pomniejsze, jak nadużywanie AJAX czy jQuery.
Przy testowaniu aplikacji nie lubię wszelkiego rodzaju “wniosków”. Ilość parametrów w nich jest spora, operacje często składają się z wielu kroków, co skutecznie eliminuje użycie większości narzędzi automatycznych, są walidowane biznesowo (ponowne sito na narzędzia automatyczne), a ewentualne znaleziska to zwykle co najwyżej spora gromada XSS, których scenariusz wykorzystania praktycznie “nie występuje w naturze”. Z tego powodu jestem niezbyt wyrozumiały dla błędów walidacji wymienionych powyżej. Szczerze mówiąc gdybym był klientem i spotkał się z takim traktowaniem, to poważnie zastanowiłbym się, czy rzeczywiście chcę skorzystać z usług tego podmiotu...
A jakie są Wasze ulubione “potworki”?
Oryginał tego wpisu dostępny jest pod adresem Potworki
Taka krótka refleksja na temat usability. Wyjątkowo irytuje mnie sytuacja, gdy muszę podawać dane typu PESEL a później data urodzenia. Tak się składa, że data urodzenia jest zakodowana w numerze PESEL, więc wprowadzając najpierw swój numer PESEL już podaję datę urodzenia. Informacja zakodowana w numerze PESEL może i powinna być wykorzystana co najmniej do automatycznego wypełnienia daty urodzenia.
Oczywiście mówię tu o sytuacji, w której te dane muszę podać w trakcie testów jakiejś aplikacji. Nie podaję swoich danych (swojego numeru PESEL zresztą nie pamiętam), tylko wartości wygenerowane narzędziami typu generator numerów PESEL i wyjątkowo irytuje mnie późniejsze wpisywanie daty urodzenia i poprawianie płci. Zgoda, pewną wartością dodaną może być weryfikacja numeru PESEL na zasadzie sprawdzenia go z datą urodzenia oraz płcią (płeć jest również zakodowana w numerze PESEL), które użytkownik deklaruje przy wypełnianiu formularza, ale akurat w tym wypadku mówię o wygodzie użytkowania , a z tym bywa różnie. Może o spotkanych “potworkach” napiszę kiedy indziej :)
W drugim wyzwaniu na bootcamp została wykorzystana serializacja danych do przechowywania stanu sesji (patrz pierwsza część wyjaśnienia do zadania). Przykłady, które prezentuje mają przedstawiać typowe problemy z bezpieczeństwem aplikacji internetowych, a nie z konkretnym środowiskiem/językiem programowania, ten przykład jest praktyczną demonstracją problemu określanego jako CWE-642: External Control of Critical State Data, o czym już kilka razy wspominałem. Warto jednak zatrzymać się na chwilę przy funkcjach serialize/unserialize w PHP.
Poseł zwrócił się także z pytaniem o możliwość, w przypadku braku technicznych możliwości wykrywania sprawców przestępstw pedofilskich popełnionych za pomocą sieci TOR oraz z uwagi na szczególne dobro jakie zamierza się chronić (dobro dzieci), dokonania penalizacji używania oprogramowania umożliwiającego korzystanie z sieci TOR. (...)
Jakieś dodatkowe pomysły co by tu można jeszcze poddać penalizacji? Oczywiście z uwagi na szczególne dobro jakie zamierza się chronić? Przykłady innych przypadków szczególnego dobra również mile widziane.
W ostatnim czasie pojawiły się dwie informacje dotyczące ataków mechanizm BitLocker. Pierwsza z nich to to w zasadzie informacja prasowa Passware Software Cracks BitLocker Encryption Open. Metoda ta opiera się na odzyskaniu klucza wykorzystywanego do szyfrowania danych z pamięci systemu. Jak do pamięci uzyskać dostęp, to zupełnie oddzielna (i ciekawa) kwestia. Nie jest to bynajmniej technika nowatorska, wystarczy wspomnieć o pracy/badaniu Lest We Remember: Cold Boot Attacks on Encryption Keys.
(...) We show that, under certain assumptions, a dedicated attacker can circumvent the protection and break confidentiality with limited effort. Our attacks neither exploit vulnerabilities in the encryption itself nor do they directly attack the TPM. They rather exploit sequences of actions that Trusted Computing fails to prevent, demonstrating limitations of the technology.
Na zakończenie odeślę do wpisu Windows BitLocker Claims poświęconemu obu przypadkom/scenariuszom ataków na mechanizm BitLocker. Po prostu są scenariusze, w których (nie tylko) BitLocker sobie nie radzi. Wątpliwości? Evil Maid goes after TrueCrypt!
W Google Webmaster Tools udostępniona została informacja o szybkości ładowania się strony: Your site's performance in Webmaster Tools . Udostępnione zostało również narzędzie Page Speed wspomagające proces analizy i optymalizacji wydajności strony, w tym przypadku rozumianej jako szybkość jej ładowania. W połączeniu z udostępnionym wcześniej przez Yahoo! narzędziem YSlow narzędzie Firebug (bo oba narzędzia się z nim integrują) otrzymuje spore możliwości w zakresie analizy i optymalizacji wydajności stron. Warto poświęcić chwilę temu zagadnieniu, w końcu bezpieczeństwo to nie wszystko :)
A temu jak Google widzi szybkość ładowania stron do końca ufać nie można, według ich statystyk strony z mojego bloga ładują się średnio ponad 8 sekund. Cóż, mój blog nie jest może demonem prędkości, ale aż tak źle nie jest.
Fascynuje mnie pozycja, którą Google wypracowało sobie w ostatnich latach. Firmie tej udało się osiągnąć sytuację, w której umieszczenie znaczku Google na produkcie powoduje wyłączenie zdolności krytycznej jego oceny u znacznej części użytkowników i potencjalnych użytkowników. Sam korzystam z kilku ich produktów, bo dobrze spełniają swoją rolę. Z kilku innych nie korzystam, bo są kiepskie lub nie oferują żadnej wartości dodanej w porównaniu z tymi narzędziami/produktami/usługami, z których korzystam obecnie. Oczywiście pomijając znaczek Google. Dokładnie z tego powodu nie skorzystam (na razie) z Google Public DNS.